Wymagane jest uaktualnienie wtyczki Flash Player.
mapa serwisu | dodaj do ulubionych
BIP
Informacja dla osób niesłyszących
Biuro Obsługi Mieszkańca
Informacja o dniach i godzinach  przyjęć obywateli w sprawach  skarg, wniosków i interwencji
Plan Reagowania Kryzysowego GiM Jastrowie

Legendy jastrowskie

 

JASTROWSKIE PROCESY O CZARY

Źródła historyczne wymieniają Jastrowie jako miejsce gdzie odbywały się procesy czarownic.
Okres pomiędzy XV a XVII wiekiem to czas największej ilości procesów i skazań osób podejrzanych o czary.
W średniowieczu okultyzm, wszelka „wiedza tajemna” była właściwie tożsama z satanizmem. Dowodzą tego procesy czarownic i magów, niemal zawsze oskarżanych o kontakty z diabłem. W potocznej świadomości termin „polowanie na czarownice” stał się synonimem prześladowań niewinnych.
Trzeba dodać, że polowanie na czarownice było imprezą dla Kościoła bardzo dochodową ponieważ co zamożniejszym „wiedźmom” – a było ich nie mało przed spaleniem na stosie konfiskowano majątki. Łowcom służebnic szatana płacono często „od głowy”, w związku z czym co bardziej gorliwi potrafili „zdemaskować” takowych czarownic kilkadziesiąt dziennie.
Za przełom uważa się wydanie głośnej pracy „Młot na czarownice” której autorami byli Henryk Kramer i Jakub Sprenger. „Młot na czarownice” składa się z trzech części. Pierwsza opisuje sposoby wykrywania czarownic, druga zajmuje się różnymi rodzajami czarów i podaje sposoby i ich zwalczania, a trzecia stanowi szczegółowy podręcznik dla inkwizytorów i sędziów, zajmujących się procesami o czary.
Procesy związane z osobą diabła odbywały się najczęściej przed sądami miejskimi. Prawdopodobnie pierwszy wyrok kary śmierci za czary miał miejsce w 1511 r. w Waliszewie koło Poznania. Na początku XVII wieku procesy czarownic rozprzestrzeniły się już w całej Wielkopolsce.
Świat nagle zaludnił się wiedźmami, które od tamtego czasu zaczęto utożsamiać ze złem. Prześladowano je za wywołanie burz gradowych za sprowadzenie suszy lub ulew, za wylewanie rzek, zarzucano im, że przy pomocy diabła odbierały mleko krowom sąsiadki, przyczyniały się do choroby lub upadku inwentarza.
Wierzono, że czarownice spotykają się na sabatach, na które przylatują na miotłach i ożogach.
Prawie zawsze zaczynało się od prywatnych oskarżeń osób poszkodowanych, które jakoby na skutek czarów straciły zdrowie, poniosły straty w dobytku itp.; bardzo często procesy o czary brały początek z antagonizmów, jakie istniały wewnątrz małego miasteczka czy wsi. Wzajemna nienawiść skłóconych ze sobą sąsiadek mogła być przyczyną wysłania jednej z nich na stos. Niekiedy znów do procesów czarownic dochodziło na tle niesnasek rodzinnych, a nawet prób pozbycia się przez męża niewygodnej żony. Zdarzały się wypadki, że przyczyną procesu czarownic stawały się niewinne czary miłosne, mające na celu zachowanie uczuć niewiernego kochanka.
Dość częstym powodem procesów o czary były różne zjawiska fermentacyjne, które zachodziły często niezależnie od woli właścicieli niezbyt czysto utrzymywanych naczyń. Kwaśnienie, psucie się piwa lub mleka czy też zły wzrost chleba tłumaczono sobie jako sprawki czarownicy. Wreszcie różnego rodzaju choroby uważano za skutki „zadania diabła”. „ Poszkodowany przez czary” skarżył się zwykle, że czarownica zadawała diabła lub szkodziła na zdrowiu jemu lub komuś z członków jego rodziny. Niekiedy czary miały na celu zniszczenie materialne oskarżającego lub pozbawienie go majątku. Poszkodowany udawał się wtedy do wójta lub innego dostojnika miejskiego ze skargą.
Kiedy domniemana wiedźma została już schwytana, przed przystąpieniem do właściwych tortur imano się przedziwnych sposobów, mających na celu ukazanie, że jest winna zarzucanych jej czynów. Najbardziej powszechne było rozbieranie podejrzanej do naga, golenie jej wszystkich włosów ( wierzono bowiem, że ukryty w nich diabeł może przejmować zadawane cierpienia ) i bolesne nakłuwanie całego ciała, celem przekonania się czy nie było miejsc, które czart znieczulił. Przy tej okazji znajdowano również „znamiona szatana” najczęściej pieprzyki, blizny itp., które również świadczyły o niewątpliwej winie. Inną równie często spotykaną metodą na sprawdzenie, czy kobieta jest czarownicą, nazywano próbą wody – a polegała ona na pławieniu nieszczęśnicy w rzece, żeby sprawdzić czy utonie. Jeżeli nie tonęła niewątpliwie była wiedźmą; pójście na dno oznaczało niewinność, jednakowoż wykazaną niestety pośmiertnie. Powszechnie uważano, że czarownice po ślubie z diabłem stają się bardzo lekkie i na skutek tego nie mogą tonąć. Podczas pławienia większość delikwentek szła na dno. Na skutek jednak specjalnego układu związanego ciała, wełnianych spódnic i fartuchów, niektóre kobiety utrzymywały się przez pewien czas na powierzchni.
Kolejnym sposobem na dowiedzenie winy było umieszczanie oskarżonej kobiety na jednej z szal wagi, a Biblii na szali drugiej. Tylko pozostanie wagi w równowadze dowodziło niewinności. Jak łatwo się domyślić – raczej się to nie zdarzało, gdyż statystyczna niewiasta nawet niedożywiona jest znacznie cięższa od książki. Inna jeszcze metoda nakazywała wysłanie podejrzanej na spacer po rozżarzonych węglach. Jeśli jej stopy nie zostały poparzone – oznaczało to że jest niewinna.
Metody, które miały dowodzić winy były absurdalne, choć było ich oczywiście dużo więcej, Również stosowanych tortur na „złamanie” podejrzanej było tyle ile ludzka, chora wyobraźnia jest w stanie wymyślić. Zaznaczę tylko, że podczas torturowania każde drgnięcie oskarżonej uważano za dowód stosunku z diabłem. Nieszczęśnice, które nie miały szczęścia umrzeć stosunkowo wcześnie z czasem zazwyczaj przyznawały się do wszelkich zarzucanych im czynów.

Pierwszy w Jastrowiu proces o czary odbył się w 1617 r. natomiast ostatni w 1733 roku. Najbardziej znaną legendą jest tragedia ubogiej rodziny jastrowskiego tkacza Michała Dörr, jego żony Anny i córki Katarzyny.

W 1726 roku w trakcie uroczystości pochodu sukienników jedna z sierot Dorota odwiedziła Katarzynę Dörrównę córkę jednego z jastrowskich tkaczy i ta poczęstowała ją chlebem i mięsem. Obie dziewczyny przyglądając się pochodowi zwróciły uwagę na przystojnego młodego Krzysztofa Betke. Wkrótce Dorota zaczęła z zawiści dokuczać Katarzynie twierdząc, iż męczą ją dolegliwości związane z owym poczęstunkiem. Wkrótce po licznych zarzutach i oskarżeniach Doroty, Anna i Katarzyna zostały oskarżone o czary. Michał Dorr będąc absolutnie przekonanym o niewinności swojej żony i córki zażądał by zgodnie z prawem magdeburskim poddano je próbie „wody”. Trzykrotne pławienie podejrzanych potwierdziło jednak ich winę, ponieważ obie nie chciały utonąć unoszone „diabelską mocą”, czyli oporem sukien, na powierzchni wody. Widząc to wszystko Michał Dorr wyrzekł się żony i córki na zawsze. Gdy próba wody zakończyła się „niepowodzeniem”, Anna Dorr przestrzegła córkę, by z zaciśniętymi zębami znosiła tortury i nie przyznawała się do winy. Starsza kobieta pierwsza została poddana torturom. W wyniku bólu i na wpół nieprzytomna przyznała się do winy wyznając, iż jej córka też jest czarownicą. Postanowiono tak samo postąpić z Katarzyną. Ta jednak nawet pod wpływem okropnego bólu nie przyznała się do winy. Wyrok został wydany na podstawie zeznań matki. Córkę skazano na wygnanie z miasta na zawsze, matkę zaś na śmierć poprzez spalenie na stosie. Obie kobiety zostały odprowadzone do celi gdzie miały przebywać do zatwierdzenia wyroku przez starostę. Wkrótce przyszło pismo zapowiadające przybycie starosty w celu dokładnego zbadania procesu czarownic. Starosta Florian Naramowski w głębi duszy nie nawidził takich zbrodni. Poza tym Krzysztof Betke walczył pod jego rozkazami przez wiele lat. To wszystko złożyło się na anulowanie wyroku śmierci na wygnanie z kraju. Obie kobiety były bardzo szczęśliwe. Młody Krzysztof Betke podążył za Katarzyną w stronę granicy.

LEGENDA O WINNICACH NA JASTROWSKICH PAGÓRKACH

Gdy dziś patrzy się z miasta na pagórki, widać tam tylko piasek, żwir, pojedynczo rosnące drzewa, wyschnięte zagajniki i nieurodzajne ziemie. Dawniej przed wieloma stuleciami, było tu zupełnie inaczej. Zbocza gór porastała winorośl. Ludzie w mieście pielęgnowali ją, zbierali winne grona i pracowali w swoich winnicach. Z soku wytwarzali wino i sprzedawali je. Ze wszystkich stron do Jastrowia przybywali kupcy. Wielkie, ciężkie wozy wjeżdżały na stare ulice, aby przetransportować beczki z winem w kierunku Wisły, a nią do morza. Na Gwdzie, która była dużo szersza niż dzisiaj, ładowano beczki na statki i wywożono je dalej. Kiść winogron znalazła się w herbie miasta. Mieszkańcy byli zamożni. Wzbogacili się, ale stali się skąpi, dumni i wyniośli, gardząc biednymi.
Pewnego niedzielnego wieczoru przybył do miasta mężczyzna z kobietą i dzieckiem. Prosił o nocleg dla siebie i swojej rodziny. Zanosiło się na burzę, a jego żona zachorowała w drodze. Daremnie jednak pukał do drzwi. Odprawiony od ostatniego z domów, wzburzony zawołał: „ wspomnicie mnie, gdy wróci straszna burza, ale wtedy będzie już za późno.” Mężczyzna rzucił klątwę i odszedł z chorą żoną i dzieckiem. Ludzi ogarnął strach. Przez pewien czas w mieście dużo mówiono o dziwnych przybyszach. Wielu przepowiadało nadejście złego.
Czas jednak mijał. Skończyła się wiosna, przeszło lato, nadeszła jesień, a wraz z nią zbiór winogron. Niektórym wydawało się, że grona wyglądają inaczej niż zwykle, jednak tłoczone z nich wino było dobrej jakości. Przyszła zima. Święta obchodzono zgodnie z tradycją. O obcych zupełnie zapomniano. Wiosną wszyscy pracowali w winnicach. Pewnego wieczoru po pracy, a było to dokładnie rok od pojawienia się obcych w mieście, ludzie stali przed swoimi domami, rozmawiali o mijającym dniu i zbliżających się zbiorach. Nagle zauważono nadchodzącą od zachodu burzę. Najpierw zaczął padać drobny deszcz, który szybko zamienił się w ulewę. Błyskało się i grzmiało, a w dodatku sypnął grad, zupełnie jak w opowieściach o końcu świata. „ to klątwa obcych” – pomyśleli przerażeni ludzie. Z pagórków szerokimi potokami spływała na ulicę miasta wzburzona, żółta od gliny woda. Piwnice domów szybko napełniły się wodą. Dopiero nad ranem burza ucichła.
Gdy następnego dnia mieszkańcy udali się na Pagórki, by oszacować straty, winnic już nie było. Połamane krzewy leżały bezładnie porozrzucane. Żyzna, gliniasta ziemia została wymyta ze zboczy. Pozostał tylko żwir i piasek. Drzewa w lasach, które osłaniały miasto od zimnych, zachodnich wiatrów, zostały połamane. Ludzie przypomnieli sobie jak potraktowali wędrowców proszących o schronienie i wiedzieli już, czemu zawdzięczali nieszczęście.
Po tej nocy na pagórkach nie wyrosły już żadne winne krzewy. Ludzie zaczęli uprawiać rolę, siać żyto bo tylko ono mogło dać plony na jałowych glebach. Mimo ciężkiej pracy ich byt się pogarszał. Wielu stąd wyjechało, by już nigdy nie powrócić. Kupcy omijali miasto. Nie wywożono już beczek z winem. Miasto podupadło, a ludzie zubożeli. O dawnym bogactwie i winnicach przypomina dziś tylko kiść winogron w herbie miasta.

INTERmedi@
PL EN DE
Interaktywny Plan Miasta
Formularz Kontaktowy do Urzędu
youtube
Wsparcie Gminy i Miasta Jastrowie dla nowych inwestycji
Gison
PRGOK
Ok Jastrowie
lgd
Zaadoptuj psa
Foto Galeria
papież
środa, 23 sierpnia 2017
235 dzień roku
pn wt śr czw pt so nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
imieniny
Apolinarego, Miły, Róży
Dziennik Ustaw
Monitor Polski
Pogoda
Statystyki
Licznik odwiedzin:
3485702
Dzisiaj:
683
Gości on-line:
4
Twoje IP:
54.196.101.118
Urząd Gminy i Miasta Jastrowie, ul. Żymierskiego 79, 64-915 Jastrowie, woj. wielkopolskie
tel.: +48.672662211, fax: +48.672662342, email: sekretariat@jastrowie.pl, http://www.jastrowie.pl
Poprawny HTML 4.01 Transitional Poprawny arkusz CSS Poprawne kodowanie UTF-8 Strona zgodna z WCAG 2.0 AA
projekt i hosting: INTERmedi@
zarządzane przez: CMS - SPI